poniedziałek, 29 lipca 2013
Jak się to zaczyna?
Każdy tancerz ma taką historię. Ten pierwszy raz, kiedy taniec go zafascynował, albo ta pierwsza lekcja. U mnie było troszkę na odwrót - najpierw była pierwsza lekcja, a parę lat później prawdziwa fascynacja.
Zaczyna się niewinnie. Jak zwykle. Idziesz na swoję pierwszą prawdziwie taneczną imprezę i zastanawiasz się, skąd wzięli się tutaj Ci wszyscy ludzie, którzy najwyraźniej umieją tańczyć. Jak to możliwe, że umieją tańczyć coś, o czym tylko słyszałeś, że istnieje, i w dodatku jest ich tak wielu i tańczą tak często, i mogą rozmawiać o tańcu bez końca? Podoba Ci się wyraz ich twarzy podczas tańca, albo muzyka, albo sam taniec - a najcześciej wszystko po trochu. Postanawiasz się tego nauczyć, i ledwo otworzysz usta, już otrzymujesz dokładny instruktaż gdzie się uczyć, kiedy, z kim, łącznie z instrukcją dojazdu. Jak sie ma szczeście mieszkać w moim mieście, to właśnie tak to wygląda. Zanim zamieszkałam w moim mieście, mieszkałam w moim mieście rodzinnym, a tam wyglądało to inaczej. Byłam za młoda na imprezy. Zostałam wysłana na lekcje, uczyłam się, a spodobało mi sie tak naprawdę kilka lat później. Za to wiele lat później, na pierwszej imprezie, od razu poczułam się jak w domu :-)
Tak czy inaczej, żeby zaczać trzeba po prostu postawić pierwszy krok na parkiecie... :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)