piątek, 29 marca 2013

Taniec sakralny...

Miało być o czymś innym, żeby było wszystko poukładane i od początku, hahaha... Dzisiaj dla chrześcijan Wielki Piątek i w związku z tym pragnę się podzielić z Wami krótką refleksją. Jakiś czas temu polubiłam pewien kościół w moim mieście. Ze względu na piękno 700-letniego budynku, ze względu na piękny śpiew chóru oraz ze względu na wspaniałą, ciepłą atmosferę stworzoną przez ludzi. Polubiłam go do tego stopnia, że chodzę tam regularnie, chociaż nie zaliczam się do gorących katolików. I oto w ostatnią niedzielę wieczorem, stojąc w półmroku, słuchając śpiewu chóru i dźwięku bębnów zapragnęłam ...zatańczyć! Ale nie zatańczyć dla zabawy czy kaprysu, tylko zatańczyć, żeby wyrazić uczucia, które wzbudził we mnie ten śpiew i bębny i ogólny kontekst (niedziela palmowa). I dopiero wtedy, kiedy w myślach tańczyłam zapamiętale wzdłuż głównej nawy, zaczęło mi świtać, co to znaczy taniec sakralny. To musi być to. Tak jak śpiewacy z chóru zatracają się w muzyce, śpiewając, tak ja chciałam zatracić się w niej, tańcząc. I byłby to zupełnie wyjątkowy taniec. Zabawne, że chciałam pisać o początkach tańca, zmieniłam zdanie i postanowiłam opisać coś, co było dla mnie ważne, a ostatecznie okazało się, że nie robię nic innego niż to, co chciałam - opisuję początki tańca. To są właśnie początki. Taniec zaczyna się wtedy, kiedy masz duszę przepełnioną uczuciami tak bardzo, że nie wyrażą tego słowa, że ciało chce podążyć za muzyką i wyrazić te treści w sposób instynktowny, pierwotny, w rytm bębna. I jednocześnie jest to coś czystego, zupełnie nieskażonego modą ani pragnieniem zwrócenia na siebie uwagi. To jest właśnie to, taniec sakralny, taniec tańczony od czasów przedchrześcijańskich, taniec który służy do wyrażenia wysokich, szlachetnych, pięknych uczuć. Kiedy jest dobry moment, żeby zacząć tańczyć? Kiedy czujesz, że masz serca pełne emocji i Twoje ręce i nogi chcą podążać za muzyką i uwolnić to, co jest w sercu. Kiedy czujesz, że tych uczuć nie da się wyrazić w jakikolwiek inny sposób. Jeśli to czujesz, to znaczy, że jesteś gotowy na taniec. I tylko taki taniec jest prawdziwy, bo płynie prosto z Twojego serca.

czwartek, 7 marca 2013

Co to jest taniec?

Skoro to miejsce jest poświęcone Terpsychorze, warto na początek zastanowić się nad rzeczą z pozoru oczywistą. Czym właściwie jest taniec? Mówią, że to endorfiny, że chodzi o to, żeby się poruszać i dlatego czujemy się lepiej. Że muzyka nadaje rytm, dlatego tańczymy do muzyki. Wszystko to prawda, a zarazem wielkie niedopowiedzenie. Jeden z moich pierwszych nauczycieli tańca powiedział, że taniec jest przełożeniem języka muzyki na język ciała. Jest widzialną muzyką. Ale nie tylko. Tak jak mówimy innymi językami, tak tańczymy różnie. Tak jak rozmawiamy na różne tematy, tam możemy o różnych rzeczach zatańczyć. Taniec ma taką przewagę nad słowami, że może wyrazić to, co słowami wyrazić jest trudno. Są też rzeczy, których lepiej nie wypowiadać głośno, ale można je zatańczyć. Są w życiu takie chwile, kiedy słowa nie są w stanie opisać tego, co przeżywamy. Taniec potrafi. Czym jest taniec? Wciąż się nad tym zastanawiam...
Są ludzie, których głównym medium do komunikacji ze światem jest coś więcej niż same słowa. Są rzeczy, których nie da się opowiedzieć, trzeba je namalować, wyrzeźbić, albo... zatańczyć. Jeśli macie ochotę spojrzeć na świat oczami tancerki, zapraszam do lektury.